![]() |
![]() | |
- I co się stanie, kiedy zrobię tak? Tomika zachichotała. Sten nagle usiadł na pryczy i położył jej rękę na ustach. Ruch. Zduszony chichot. Torcika wyciągnęła rękę i złapała go, pociągając na poduszkę. - Nie, Sten - zaszeptała. - Zaczekaj. Sten zaczekał - czas dłużył się odmierzany uderzeniami serca. I potem zaczął się wrzask. Ktoś włączył światło, Sten wyskoczył z łóżka. Wrzask dochodził od strony miejsca zajmowanego przez Gregora. Sten przetoczył się przez swoją pryczę, instynktownie przyjmując pozycję bojową. A potem opadł znowu na dół, śmiejąc się do rozpuku. Gregor wrzeszczał coraz głośniej i młócił rękami. Sten i inni rekruci ustawili się dookoła jego kwatery. Naprawdę był w tarapatach. - To Wielki Pająk z Odala - powiedział ktoś zduszonym, niskim głosem. - Masz kłopoty, Gregor. Gregor naprawdę miał kłopoty. Ktoś musiał ukraść poprzedniego dnia pojemnik z liną w sprayu z terenu szkolenia. I podczas gdy Gregor spał, on, ona lub oni rozpięli linę od pryczy do szafki, potem do butów, do pryczy, do butów szturmowych, znowu do szafki i zakończyli na nosie Gregora. Wyjątkowo mocna i wyjątkowo przylepna nić utworzyła bardzo efektywną pajęczynę, stwierdził Sten. Ktokolwiek rozpiął pajęczynę, zdjął przedtem utwardzacz z wylotu, a więc im bardziej Gregor się szamotał, tym bardaej zaplątywał się w liny. Do tej pory zdołał uwikłać się beznadziejnie i tylko żalił się cicho. Sten popatrzył na Tomikę. - Kto ma pretensje do Gregora? Machnęła niedbale ręką. - Prawie wszyscy. - Zachichotała. - Wydaje mi się, że będzie dobrym oficerem. - Stawiam trzy do jednego, że nie uda mu się wydostać powiedział Sten. - Poza tym... - Dobrze się bawicie, dzieci? - rekruci zastygli nagle. Sten nigdy nie mógł zrozumieć, jakim cudem Carruthers jest w stanie wydać z siebie szept na poziomie 116 decybeli. - Czy jest jakiś szczególny powód tego, że nie stoimy wszyscy na baczność? - Ba - aczność! - zakomenderował ktoś. Carruthers przeszła przez ich grupę. Popatrzyła na Gregora i zacmokała z namysłem. - Wielki Pająk z Odala. Wiedziałam, że mamy wszy i szczury, ale myślałam, że te pająki zniszczyliśmy przy ostatniej fumigacji. Carruthers odwróciła się. - Morghhan! Czy nie poszedłbyś do zaopatrzenia po pojemnik z rozpuszczalnikiem? Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko temu. Drzwi trzasnęły za Morghhanem, zanim Carruthers zdążyła zakończyć zdanie. - Wielkie pająki, hmmm. To poważna sprawa. - Szept przeszedł w krzyk. - Rekruae Sten, jaki jest właściwy uniform do polowania na pająki?! - Umm... nie wiem, pani kapral. - PADNIJ! POWSTAŃ! PADNIJ! POWSTAŃ! PRZESZEDŁEŚ JUŻ WIĘKSZOŚĆ SZKOLENIA I MASZ TO WIEDZIEĆ! REKRUCIE TOMIKA, POWINNAŚ MU TO POWIEDZIEĆ! PADNIJ! POWSTAŃ! PADNIJ! POWSTAŃ! Carruthers podeszła z powrotem do drzwi. - Macie pięć minut na ubranie się w pełny strój do polowania na pająki i przygotowanie się do spędzenia reszty nocy na szukaniu czegoś, co, jak ustaliłam, jest pięcioma wielkimi pająkami. Trzasnęła drzwiami. Rekruci spojrzeli po sobie. Wystraszeni. Drzwi zaskrzypiały otwierając się znowu. - Każdy, kto nie będzie w odpowiednim ubraniu, spędzi dwa dni w kuchni. To wszystko, dzieci. Nie traćcie czasu. | ||
![]() |
![]() |